Między nienawiścią a miłością jest bardzo cienka granica

Długo nad tym myślałam jaki mam zamysł na  tego bloga. Wydawało mi się, że poprzednie dwa, a nie czekaj, trzy, były łatwiejsze, bo dotyczyły tematyki mojego zawodu, a mianowicie dietetyki. Kto nie chce czytać w obecnym świecie darmowych porad żywieniowych. Problem polegał na tym, że w cale nie chciałam aby mój blog służył sprzedaży. W momencie kiedy wjeżdżał business automatycznie traciłam wenę i chęci do prowadzenia bloga i pisania artykułów. Każde zdanie musiało spełniać wymogi SEO aby strona pozycjonowała się dzięki treściom. Zamiast pisać z serca i wewnętrznej potrzeby, którą odkryłam w sumie nie tak dawno, myśląc że prędzej piekło zamarznie niż odnajdę w sobie choć krztynę humanistyki, pisałam z rozsądku. Co mam w genach to mam, pomimo iż nauczyciele historii i języka polskiego nieraz bardzo skutecznie odciągali mnie od rzeczonych przedmiotów, ja lubiłam pisać. Pamiętam dwóje i jedynki w liceum i jak pierwsza nasza klasowa polonistka wyzywała mnie od worków kartofli, a ja nie zdając sobie w zupełności faktu dlaczego tak się dzieję, jeszcze skrupulatniej słuchałam, no dobra przesadziłam, ale owszem słuchałam, aby tylko móc wytknąć Jej najmniejsze błędy. Jak na przykład „Zemsta na Boga z wrogiem i choćby mimo wroga” która była nieudaną próbą cytowania III części Dziadów Adama Mickiewicza. Ale tak naprawdę się wymądrzałam i nie przepadałam za ową nauczycielką, a i jedynie epoka romantyzmu była moją mocną na tyle aby znać cytaty z dzieł wybranych. Chyba nie tylko ja nie byłam fanką tejże nauczycielki bo o mały włos nie zdążylibyśmy przerobić całego materiału do matury, gdyby nie nowy nauczyciel, który przybył nam na ratunek każąc podpisać oświadczenie, że za efekty naszych matur on odpowiedzialności nie bierze i tak właśnie pokochałam język polski choć maturę ustną prawie oblałam, co najciekawsze na moim ukochanym romantyzmie, a może tylko utwór Jacka Kaczmarskiego „Sen Katarzyny” nie przypadł do gustu wizytującej nauczycielce z konkurującego z naszym liceum. Ale nie o tym.

Będąc dzieckiem wcale książek czytać nie lubiłam, traktowałam to jak zło koniecznie, nawet słuchanie bajek na dobranoc, czytanych z uwielbieniem przez moją Mamę było dla mnie jak największa kara. Jedynie moja Babcia potrafiła obudzić we mnie ten zapał aby sięgnąć po utwory literackie, ba nie tylko sięgnąć, ale w wieku kilku lat uczyć się ich na pamięć i prześcigać się z Nią na cytaty. Jednak nie miałam większych szans przy Jej pamięci absolutnej i kilkudziesięcioletnim doświadczeniu nauczycielskim. Czy kochała filologię polską nie wiem, na pewno miała tęgą głowę do języków obcych i była swego czasu nauczycielem z prawdziwego powołania. Całe życie z nikim się tak nie kłóciłam jak z Nią o najmniejsze błędy w moich zadaniach domowych, aż pełna rezygnacji w pewnym okresie mojego życia po prostu zwyczajnie podsuwałam Jej puste kartki z tematem mówiąc: „Babciu… napisz”. Zapadło mi jednak w pamięć pewne opowiadanie jakiego się podjęłam w wieku lat około 8-9 kiedy pozwoliłam sobie puścić wodze fantazji i nie starać się być taką jakiej się spodziewa moja polonistka, ale napisać własne dziecięce SF i tak dostałam pierwszą i jedyną 6 z polskiego w całym swoim życiu. Później rzadko kiedy pisałam co mi ślina na język przyniesie, chcąc spełnić wszelkie wymagania i normy. Nie wspominając o interpretacji wiersza w liceum gdzie nawet nie zrozumiałam poprawnie tytułu. Panie Janie Andrzeju Morsztynie przepraszam Cię za ten „Nagrobek Perlisi” i Ciebie piesku z tegoż epitafium również.

Do sedna, pokochałam czytać książki, pokochałam pisać. Czy mi to wychodzi nie wiem, nie potrafię zweryfikować jak umiejętności czytania. Nigdy nie nauczyłam się systematyczności i tę próbę tu podejmuję, ale również próbę nauki języka norweskiego. Bo zapomniałam napisać uczyć uwielbiam, ale uczyć się nienawidzę. Pomimo przezabawnych w moim odczuciu historyjek z życia wziętych będę uczyć się norweskiego tu na tym blogu, a Ty jak chcesz możesz pouczyć się razem ze mną. Słowo się rzekło, nie ma odwrotu, chociaż zawsze mogę skasować ten wpis…

No to do zaczytania, a kto wie może kiedyś do usłyszenia!

P.S. Ławka ze zdjęcia to „Ławka zaczytanej w złotych myślach” autorstwa Joanny Sarapaty, a znajduje się pod Galerią Kazimierz w moim, bo czyim innym, Krakowie, no i gdzież by indziej jak nie własnie w nim, zaledwie 3km  od mojego rodzinnego domu.

„Zaczytana w książkach, złotych myślach,
w baśniach i opowieściach.
Czytanie jest naszą wiedzą i naszym
jedynym bogactwem – to Joanna Sarapata
chciała przekazać malująć zaczytaną ławkę”

13 thoughts on “Między nienawiścią a miłością jest bardzo cienka granica”

  1. Ha! Ja też raz w życiu dostałam 6 z polskiego 😉 a klasowy “mózgowiec” 3… Do tej pory pamiętam 😁😁😁 a pisać potrafisz bo fajnie się Ciebie czytało 😁

    1. Mój pierwszy komentarz, tzn pierwszy komentarz który dostałam 😁😁😁 cieszę się jak małe dziecko, bo byłam pewna, że nikt tego nie przeczyta, a tu tyle radości!! Zapamiętam Go i Ciebie na zawsze i ten fragment że fajnie się mnie czyta, na prawdę mega mi miło, dziękuję!!

  2. o tak, mi też bardzo trudno było sprecyzować o czym dokładnie chcę pisać. Bo ja wcale nie chcę precyzować! Chcę pisać o tym, o czym aktualnie mi w duszy gra. I podobnie jak Ty, piszę bardziej dla swojej satysfakcji, potrzeby pisania i dzielenia się moim światopoglądem/emocjami niż chęcią sprzedaży czegokolwiek.

    1. Rozumiem Cię bardzo dobrze i muszę przyznać, że już kiedyś gdzieś spotkałam się z Twoim blogiem, także lecę go zacząć obserwować, żeby mi już nie uciekł 🙂

    1. Na wszystkie Twoje pytania znajdziesz odpowiedzi właśnie w tym wpisie 😀
      Dietetykiem jestem z zawodu, a piszę od zawsze bo lubię, także pisanie było nawet wcześniej niż dietetyka 😀
      Blogi dietetyczne już miałam i póki co nie przewiduję powrotu do tej tematyki.
      Obecny jest blogiem osobistym, o mojej emigracji, moich przygodach i sama się na nim wywołuję do tablicy w kwestii nauki języka norweskiego 😀

  3. Bardzo fajnie piszesz i ciekawie się Ciebie czyta.
    Blogów dietetycznych jest masa.
    Bardzo dobry pomysł, abyś pisała o emigracji, bo wiele osób jest w podobnej sytuacji.Pisz o życiu, o Norwegii, o swoich przygodach.No i jak Ci idzie nauka norweskiego.
    Trzymam kciuki i pozdrawiam-)

    1. Dziękuję ze te słowa! :*
      “Fit biznes” mnie już mocno zmęczył i uważam, że jest przesyt tego wszystkiego.
      Poza tym miało to sens kiedy pracowałam w zawodzie, ale teraz wole moje “slow life” w Norwegii i dokładnie o tym będzie ten blog o czym wspomniałaś. 🙂

  4. Pisanie bloga wymaga systematyczności, pochłania sporo czasu, ale też daje mnóstwo satysfakcji. Trzymam kciuki!
    W 2016 roku spędziliśmy 2 tygodnie w Norwegii i zakochaliśmy się w tym kraju. W przyszłym roku planujemy wyskoczyć do Tromso.

    1. Pisanie bloga jest dla mnie jak hobby. I póki jest hobby, a nie biznesem sprawia mi przyjemność 🙂
      Norwegia to piękny kraj, można się w nim zakochać bez dwóch zdań. Bergen, kiedy nie pada deszcz, uważam za jedno z najpiękniejszych miast. Wakacje są super wszędzie, ale do stałego pobytu ja musiałam się przekonać. Bo po pierwszym roku tutaj, wróciłam do Polski, żeby po następnych kilku latach zdecydować się na Norwegię. Udanego pobytu w Tromsø, przywieziecie na pewno, nie tylko wspomnienia stamtąd, ale i masę cudnych zdjęć. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *